poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 33 - Wieczór

UWAGA!
ROZDZIAŁ +18 !
 ! Czytasz na własną odpowiedzialność !

*** Perspektywa Justine ***

Otworzyłam oczy i z początku się przeraziłam, bo nie wiedziałam gdzie jestem.... Nie lubię tego uczucia, gdy się budzę i nie rozpoznaję miejsca w którym się znajduję.... A nie byłam w swoim pokoju hotelowym...
Szybko usiadłam w łóżku i poczułam na swojej talii czyjś dotyk. 
Odwróciłam się...
To był Ross.
I wtedy wczorajszy wieczór stanął mi przed oczami jakby to było sekundę temu.
Stałam na balkonie, podziwiając nocny widok na Las Vegas i rozmyślając... o różnych rzeczach... o Łodzi, o rodzinie, o Martinie... no i o Rossie i jego rodzinie... o tym jaka jestem szczęśliwa. I o Anthonym... że jeszcze nie tak dawno byłam z nim, tak bardzo nieszczęśliwa, gdy dowiedziałam się że mnie zdradził. 
A teraz mam milion razy lepszego, wspanialszego chłopaka, gwiazdę, boże.... byłam tak szczęśliwa!
Nagle usłyszałam czyiś stłumiony syk:
- Pssst! 
Odwróciłam się - to był Ross.
Stał tuż obok i zachęcony moim uśmiechem podszedł bliżej i mnie objął.
- O czym myślisz? - spytał mnie.
- O tym jaka jestem szczęśliwa - odparłam, patrząc na niego.
Zaczęliśmy się całować. Dotyk jego miękkich ust, sprawiał że nogi uginąły się pode mną.
Wciąż nie mogłam do tego przywyknąć, przyzwyczaić się.
Wciąż łapałam się na tych myślach, że jeszcze nie tak dawno on był osobą której nie znałam, gwiazdą zza oceanu, a teraz stał obok mnie, całując moje usta, był tak blisko...
Mój umysł wciąż nie umiał tego ogarnąć, jakby bał się że się obudzę, że to tylko piękny sen...
Wciąż musiałam walczyć z tymi uczuciami...
Wciąż miałam ochotę szczypać się po rękach, by sprawdzić, by sobie udowodnić że to nie jest sen, tylko rzeczywistość. Piękna rzeczywistość.... Spełnione najskrytrze marzenie...
Byłam szczęściarą...
- Ja też jestem szczęśliwy - odparł Ross, odrywając w końcu swoje usta od moich i delikatnie dotykając mojej twarzy. Patrzył przy tym na mnie swoimi pięknymi oczami.
Boże... jak ja uwielbiałam na nie patrzeć!
- Jestem szczęśliwy, że cię mam i... - jęknął cicho.
Spojrzałam na niego, obejmując go.
Znowu zaczęliśmy się całować.
Wiedziałam, że on myśli o tym samym co ja.
Że tego chce...
Że chce się ze mną kochać.
Nagle jednym silnym ruchem wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju (nasze pokoje były połączone jednym dużym balkonem).
Zatrzymał się przed wielkim hotelowym łóżkiem i położył mnie na nim delikatnie.
Zaczęliśmy się całować. Tak bardzo go chciałam... chciałam tego... 
Myślałam o tym o d samego początku, ale nie chciałam niczego przyspieszać... A teraz miał wreszcie nastąpić ten moment...
- Myślisz, że... - spytałam go
- Nie, nie martw się, nikt tu nie wyjdzie - Ross uprzedził moje pytanie. Jednocześnie całował mnie po szyi, a jego ręka błądziła w okolicach suwka mojej sukienki.
Pomogłam mu ją zdjąć.
Byłam przy nim, pierwszy raz w samej bieliźnie.
No cóż... bikini na plaży to jednak nie to samo, co bielizna.
Spojrzałam na niego, a w jego oczach widać było podziw i pożądanie.
Wiedziałam, że mu się podobam.
Że podoba mu się moje ciało...
Zaczęłam go całować, jednocześnie siadając na nim i zdejmując jego koszulkę.
Jego mięśnie wciąż robiły na mnie ogromne wrażenie. 
Zobaczył, że wpatruję się w jego ciało i ze śmiechem napiął bicepsy.
Zachichotałam i zaczęłam go po nich całować i lekko kąsać.
Nagle złapał mnie za twarz i powiedział:
- Justine... chcę ciebie - i pocałował mnie.
Jednym ruchem ręki rozpiął mi stanik i zaczął pieścić moje nabrzmiałe od podniecenia piersi.
Całował je i miętosił w rękach.
- Jesteś piękna - szeptał, biorąc do ust mój sutek i ssąc go.
Jęknęłam z rozkoszy.
Boże on był idealny....
Następnie zabrał się za moje stringi. Jednym ruchem zdjął je i pochylił się nade mną...
Zamknęłam oczy i oddałam się tej rozkoszy...
Jego usta najpierw błądziły wokół, by po chwili trwafić w moje najczulsze miejsce.
Jego język sprawiał mi ogromną rozkosz.
Jęczałam, już nie przejmując się, że ktoś usłyszy.
To było nieziemskie...
Dochodziłam kilkukrotnie, zanim przestał.
Spojrzałam na niego spod półprzymkniętych oczu i złapałam go w miejscu sporego zarysu, który pojawił się w jego spodniach w wiadomym miejscu.
O tak, miał potężną erekcję.
Tym razem to ja rozpięłam mu pasek i zdjęłam jego spodnie.
Stał przede mną w samych bokserkach (oczywiście różowych). Z zarysu widać było, że miał się czym pochwalić.
Chciałam go zobaczyć...
Zsunęłam jego bokserki, klęcząc przed nim.
Mmm widok był... boski.
Spojrzałam na niego i ujęłam jego członek w rękę, zbliżając go do swoich ust.
Rozchyliłam je, uśmiechając się jednocześnie.
Widziałam, że patrzy na mnie z napięciem.
Chciał już bym zaczęła.
A więc zaczęłam, najpierw krążyć językiem po samym czubeczku... a potem wzięłam go całego do ust.
- Ohh - jęczał.
Ale nie pozwoliłam mu dojść.
- Jeszcze nie... - powiedziałam, przerywając te pieszczoty i popychając do w stronę łóżka.
Położył się, a ja usiadłam na nim.
Czułam, że jeśli on za chwilę we mnie nie wejdzie, to chyba eksploduję.
Byłam podniecona, jak nigdy wcześniej.
Leżał tak przez chwilę, po czym usiadł i pozwilił mi usiąść na nim.
Wszedł we mnie w tej pozycji.
Poczułam go w sobie tak mocno, jak nigdy wcześniej nikogo nie czułam.
Boże!
Miałam wrażenie że pod powiekami pojawiły mi się gwiazdki.
Serce zaczęło mi walić jak oszalałe i zakręciło mi się w głowie.
Doszłam od razu.
Ale nie był to koniec.
Zaczęliśmy się bujać rytmicznie, on we mnie, a ja na nim.
Trzymał mnie jednocześnie za pupę, co uwielbiałam.
- Ohh.. taaak... - jęczałam co chwilę i nie miałam dość. 
Popchnęłam go delikatnie na łóżko, sama siedząc na nim.
Złapał mnie za piersi, ugniatając je lekko i gładząc. Zaczęłam miarowo bujać biodrami.
- Oooh
- Oo tak...
- Mmm... - pojękiwaliśmy.
Poruszałam biodrami coraz szybciej i szybciej, a serce waliło mi jak oszalałe.
Nagle Ross przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować, jednocześnie gładząc całe moje ciało.
Jego dotyk sprawiał mi tak wielką przyjemność.
Jego ramiona obejmowały mnie...
Następnie obrócił mnie, wciąż trzymając na tyle blisko, by zostać w środku.
Położył mnie, sam pozostając nade mną.
Złapałam go za pośladki i gładziłam po nich.
Później objęłam go nogami.
Poruszał się we mnie, jednocześnie całując mnie po szyi i pieszcząc moje piersi.
Odlatywałam co chwilę...
Po dłuższej chwili nagle wydyszał wtulony w moją szyję:
- Justine... już nie mogę dłużej - jęknął, całując mnie.
Po chwili leżał z głową na moich piersiach, wciąż oddychając ciężko, a ja całowałam go po blond włosach, wdychając jednocześnie jego zapach...
- Kocham cię - powiedział w końcu, obejmując mnie mocno i okrywając kołdrą.
Zasnęłam przytulona do niego...
I nigdy wcześniej nie czułam się tak szczęśliwa.




No cześć, mam nadzieję że Wam się podobało :P
Co Wy na to?? :D